Trwa podział „złotego pociągu”, ale czy ktoś go już widział?

173

Po zawartość złotego pociągu wyciągają się ręce z zagranicy, ale nikt go jeszcze nie widział, nie wiadomo też, co tak naprawdę się w nim znajduje. Prawnik z Rosji dowodzi, że ukryte przez III Rzeszę skarby należą się Kremlowi i innym uczestnikom koalicji antyhitlerowskiej. Natomiast szef Światowego Kongresu Żydów uważa, że skarby powinny trafić w ręce jego rodaków. Jeszcze tylko nie zgłosili się Niemcy, bo przecież pociąg formalnie należał kiedyś do nich.

Piotr Żuchowski, generalny konserwator zabytków, potwierdził że pociąg istnieje. Dowodów dostarczyli dwaj mężczyźni, którym tajemnicę skarbu wraz ze szkicem topograficznym powierzył na łożu śmierci uczestnik akcji ukrywania pociągu. W Szczawienku natychmiast po tej informacji, rozpoczął się szturm na tory łowców skarbów-poszukiwaczy amatorów.

Znany rosyjski prawnik Michaiła Joffe uważa, że Polska musi zaangażować w sprawę międzynarodowych ekspertów, ponieważ jego zdaniem: „Prawa do zawartości pociągu należą do krajów koalicji antyhitlerowskiej. Przedstawiciele Rosji powinni brać udział w ustalaniu ładunku. A jeżeli mienie zostało wywiezione z terytorium byłego ZSRR, to zgodnie z prawem międzynarodowym musi zostać przekazane stronie rosyjskiej”.

Natomiast Robert Singer, szef Światowego Kongresu Żydów twierdzi, że zawartość pociągu to skarby zrabowane ofiarom Holocaustu. A nawet jeśli tak nie jest, to w specjalnym oświadczeniu Singer podkreślił, że tak czy inaczej Żydzi powinni otrzymać te kosztowności, bo współodpowiedzialna za Holocaust Polska nigdy nie zrekompensowała im krzywd.

Tak naprawdę do końca nie wiadomo co może znajdować się w pociągu, hipotez jest kilka. Mogą tam być zrabowane dzieła sztuki, kosztowności mieszkańców dawnego Breslau (50 skrzyń ze złotem i srebrem), które naziści kazali im oddać w depozyt, a nawet Bursztynowa Komnata. Równie dobrze może to być tylko broń i nic więcej, jednak nawet wtedy znalezisko byłoby historycznie bezcenne.