W Wielkiej Brytanii znikają całe tiry z polskimi produktami

3337

Cały proceder zaczyna się od niewinnego maila. Do polskiego przedsiębiorcy przychodzi wiadomość z propozycją współpracy. Najczęściej pisze rzekomy przedstawiciel dużej sieci handlowej. W ofercie jaką składa, proponuje kupno kilku tirów produktu, daje atrakcyjną cenę, zachęcający 30-dniowy termin płatności. Po zawarciu umowy przez miesiąc odbiera towar, czasem nawet kilka transportów, po czym ślad po nim ginie.

Jak opisuje Elżbieta Zadrożna ze słynnej toruńskiej firmy Kopernik: “Od dłuższego czasu próbowałam umieścić nasze pierniki w drugiej na brytyjskim rynku sieci ASDA. Wysyłałam maile, propozycje współpracy, ale nie było odzewu. Aż wreszcie któregoś dnia zgłosił się do mnie ich przedstawiciel. W mailach wszystko było świetnie udokumentowane: linki do stron, dane, dokumenty itp.”

Kontrakt z supermarketami ASDA dla każdej polskiej firmy jest jak złapanie Pana Boga za nogi. Pani Elżbieta była więc w stałym kontakcie z rzekomym kupcem i ustalała warunki umowy na dostawę kilku tirów pierników oraz ciastek: “Oczekiwano 30-dniowego okresu zapłaty za towar, ale dla mnie w przypadku takiego handlowego giganta nie było to nic nadzwyczajnego. Transakcja była jednak tak korzystna, że jedna rzecz zaczęła mnie zastanawiać. Nieco inny był mail, niż ten na który wcześniej wysyłałam prośby o kontakt. Rzekomy kupiec miał końcówkę w domenie .com, a nie co.uk. Adres dostawy tirów był jednak zgodny z rzeczywistym magazynem ASDA w Wielkiej Brytanii.”

Ostatecznie dział handlowy firmy Kopernik zdecydował się na telefon do centrali sieci ASDA. Okazało się, że to świetnie ukartowana próba oszustwa, jednak często nie udaje się jej zapobiec.

Leszek Banaszak z Wydziału Promocji i Handlu polskiej ambasady w Londynie, powiedział: “Czasem tego typu przestępstwa są nawet jeszcze lepiej upozorowane. Na targach żywności w Amsterdamie do firmy produkującej wodę podszedł dobrze ubrany, świetnie mówiący po angielsku rzekomy kupiec jednego z dużych brytyjskich detalistów. Zostawił wizytówkę, a potem mailowo załatwił transport. Woda w Wielkiej Brytanii jednak wyparowała, a wraz z nią kilkadziesiąt tysięcy funtów.”

Zazwyczaj jednak wszystko zaczyna się od maila. Najczęściej do firmy w Polsce pisze rzekomy przedstawiciel sieci Tesco, Aldi, Lidl, Sainsbury’s czy Marks & Spencer. Nawet jeśli adres zgodny jest z danymi centrum logistycznego Tesco czy ASDA nie ma to żadnego znaczenia. Przestępcy najczęściej kilka kilometrów przed celem dzwonią do kierowcy tira, informują o zmianie miejsca dostawy, wyładowują towar i znikają. Zazwyczaj przedsiębiorstwa tracą na procederze od kilkunastu do nawet 100 tys. euro.

Metoda oszustwa “na Tesco” na Wyspach doczekała się już poważnej nazwy European Distribution Fraud. Problem dotyczy bowiem nie tylko firm z Polski, ale wszystkich niezależnie od kraju. Policja w Wielkiej Brytanii utworzyła nawet specjalną komórkę i stronę internetową, na której informuje o nowych rodzajach wyłudzeń dokonywanych przez internet. Jednak ze skutecznością wyłapywania przestępców jest gorzej.

Jak mówi Zadrożna: “My sprawy nie zgłaszaliśmy na policję. Czekam jeszcze na kolejne maile. Słyszałam jednak, że Brytyjczycy taką drobnicą jak my się nie interesują. Gdyby w grę wchodziła kwestia miliona euro, a nie kilkudziesięciu tysięcy, to wtedy rozmowa byłaby inna.”

Brytyjscy funkcjonariusze odmówili nawet jednemu z polskich przedsiębiorców pomocy, choć ten zlokalizował gdzie jest tir. Towar w nim rzeczywiście nie był wiele wart, więc policjanci odmówili ścigania przestępców.

Tego typu oszustwa to duży problem, bo wbrew pozorom towar bardzo łatwo spieniężyć. Brytyjski rynek pełen jest małych sklepików, które chętnie kupią każdy towar po kosztach. Nie ma znaczenia czy na etykiecie jest logo nieznanego polskiego producenta słodyczy, wody czy jedzenia dla psów. To duży kraj i wszystko szybko ginie w masie.